Korzystasz (lub w najbliższej przyszłości zamierzasz skorzystać) ze wsparcia autora widmo, ale… masz “z tyłu głowy”, że to może nie do końca w porządku i być może lepiej to ukrywać? Trochę to rozumiem.
Jednak odpowiadając na pytanie zawarte w tytule – zwykle nie. I wcale nie twierdzę tak z tego powodu, że sam z tego żyję – tylko dlatego, że przy zachowaniu kilku prostych zasad naprawdę nie ma w tym nic złego.
Cała sprawa sprowadza się w zasadzie do jednej kwestii. Otóż, ghostwriter ma pomagać Ci tworzyć (czytaj: trzymać Twój styl, Twój sposób myślenia i komunikacji), a NIE zastępować Cię w 100%. Zatem, jeśli za danym tekstem stoi Twoja wiedza, Twoje zdanie i Twoja odpowiedzialność, a ktoś po prostu pomaga Ci to uporządkować i ubrać w słowa, to w zasadzie jest to delegowanie obowiązków (jak każde inne).
O wstydzie możemy mówić dopiero wtedy, gdy sprzedajesz coś jako „swoje”, choć zasadniczo nie ma z Tobą nic wspólnego.
Oszustwo wobec czytelników czy po prostu usługa jak każda inna?
Aby dokładnie to sobie omówić – weźmy pod uwagę dwie różne perspektywy.
Tzw. obóz krytyczny mówi, że to oszustwo intelektualne, bo przecież odbiorca dostaje tekst z czyimś nazwiskiem (dalej zakłada, że to autor go napisał i na tej podstawie wyrabia sobie zdanie). Skoro autor nie napisał ani słowa, czytelnik jest wprowadzany w błąd.
Druga strona stoi na stanowisku, że taka usługa to delegacja, jak każda inna. Nie oczekujesz, że polityk projektuje swój plakat sam, prezes firmy osobiście złoży roczny raport, a aktor napisze scenariusz (choć oczywiście to możliwe). W każdym z tych przypadków (oraz wielu innych) liczy się to, że pomysł, wiedza i odpowiedzialność zostają po stronie osoby podpisanej. Ghostwriter natomiast jest tylko narzędziem.
Ja jednak stoję na stanowisku, że uczciwość zależy od tego, czy odbiorca jest wprowadzany w błąd co do czegoś, na czym mu realnie zależy.
Gdzie korzystanie z ghostwritera jest normą, a gdzie może już budzić sprzeciw?
Tutaj pozwól, że posłużę się przykładami:
- przemówienia polityków i osób publicznych – odbiorcy oczekują, że ich słowa są również ich autorstwa,
- autobiografie i książki – odbiorca może (ale wcale nie musi) założyć, że ktoś pomagał autorowi,
- treści biznesowe, posty ekspertów i influencerów na LinkedInie – norma, szczególnie dla CEO, managerów, właścicieli firm, prezesów itp., którzy chcą się komunikować, ale zwyczajnie – nie mają czasu na własnoręczne wpisanie,
- teksty sygnowane nazwiskiem w dziennikarstwie – tu oczekiwanie autorstwa jest silne, a kodeksy etyki dziennikarskiej traktują sprawę bardzo poważnie,
- prace naukowe i dyplomowe – jednoznacznie potępiane (i często po prostu nielegalne).
Jak widzisz – im mocniej dana forma opiera się na obietnicy pod tytułem ”to naprawdę ja i tylko ja”, tym oczywiście powstaje większy zgrzyt, gdy okazuje się, że to jednak nie do końca ten autor 🙂
Kiedy pomoc w pisaniu przestaje być uczciwa?
No dobra, ale gdzie dokładnie biegnie ta granica? Choć zamiast słowa “granica” lepiej pasuje to słowo “drabina”, a wszystko przez fakt, że w usługach ghostwritingu mamy do czynienia z kilkoma poziomami wsparcia. I tym sposobem:
- Czysto techniczna korekta i redakcja – to jeszcze nie ghostwriting, na który raczej nikt nie powinien się oburzać (a tym bardziej – tego wstydzić).
- Przeredagowanie i rozwijanie treści, czyli ktoś mocno przemebluje Twój tekst, ale bazuje na Twoim.
- Współtworzenie, gdzie praca nad tekstem rozkłada się na obie strony.
- Pełne autorstwo widmo, gdzie pisze ghostwriter (np. ja), ale pod tekstem podpisuje się ktoś inny (np. Ty).
Swego rodzaju etyczny “zgrzyt” może (podkreślam: MOŻE) pojawiać się tam, gdzie brak ujawnienia oznacza de facto oszukiwanie odbiorcy.
Czy w ogóle trzeba przyznawać się do korzystania z usług ghostwritera?
Jak pewnie się domyślasz – odpowiedź brzmi: to zależy. Zleceniodawca zwykle chce, żeby współpraca została między nami. I samo to nie jest niczym nieetycznym (ma prawo nie ogłaszać światu, kto mu pomaga, tak jak nie ogłasza, kto prowadzi mu księgowość).
Jeżeli mam doradzać – publicznie lepiej tego nie mówić. Jednak w rozmowach ze znajomymi czy kontrahentami (o ile dobrze się z nimi znasz) – nie widzę przeciwwskazań.
Kto ponosi odpowiedzialność etyczną – zlecający czy autor widmo?
Jeśli tekst kogokolwiek wprowadza w błąd, to zasadniczo odpowiada za to przede wszystkim osoba, która się pod nim podpisuje (w końcu to ona składa obietnicę autorstwa wobec swojej publiki). Autor widmo dostarcza rzemiosło, ona decyduje, jak je przedstawi.
Tak więc ocena etyczna dotyczy raczej tego, jak ktoś wykorzystuje tekst, niż samego faktu, że go w ogóle zamówił. Podsumowując – uczciwy ghostwriting to taki, w którym pomagam Ci powiedzieć to, co i tak myślisz – tylko lepiej, sprawniej i na czas. A więc… nie ma się co wstydzić 🙂
Chcesz współpracować z ghostwriterem, ale… uczciwie i “z głową”?
Zatem, zdaje się, że jesteś w dobrym miejscu. Jako profesjonalny copywriter oraz ghostwriter – na co dzień pomagam moim klientom w komunikacji. Jednak robię to w taki sposób, aby ich wiedza oraz zdanie na dany temat były autentyczne i pozwalały budować ich indywidualny głos.
Jeżeli interesują Cię tego typu usługi – napisz do mnie, obgadamy szczegóły i wycenę.
